Strona główna > Felietony z NTO > Bal na Titanicu

Bal na Titanicu

Jaka dziwna dysproporcja: gdy premier w Sejmie niezbyt wprawdzie elegancko, ale twardo przemawiał do opozycji (myślę o tej frazie z tymi, którzy ratują okręt, podczas gdy inni rabują walizki pasażerów), krzyk oburzenia podniósł się pod niebiosa. Na mównicę wchodzili kolejni posłowie – zwłaszcza ci od dawna słynący z ciętego języka – by zamanifestować swój sprzeciw wobec takiego sposobu argumentacji. W słowach Tuska dopatrywali się m.in. totalitarnych skłonności samej PO, mającej dążyć do ustanowienia dychotomicznego układu politycznego. PO byłaby w nim po „jasnej stronie Mocy”, reszta po tej stronie, po której stoi Lord Vader.
Bardzo mi się ten spektakl podobał, gdyż było w nim wszystko co niezbędne dla zatrzymania uwagi widza. Pasja premiera, oburzenie jego oponentów, radość rządzących wyrażana oklaskami, buczenie z ław opozycji, interwencje prowadzącego obrady. Nawet nie odczuwałem braku Leppera na sali, który zawsze umiał podkręcić napięcie, gdy dramaturgia sesji malała.
Portale internetowe dwa dni eksploatowały na czołówkach serwisów informacyjnych słowa premiera i „odpór” mu dany. Spięcie zostało opisane, prześwietlone, skonfrontowane z wiedzą specjalistów od zwyczajów parlamentarnych. Przypuszczam, że gdyby ktoś niezorientowany w istocie sporu miał na podstawie tych relacji powiedzieć, co premier zrobił, rzekłby pewnie: przypuszczam, że pewnie pobił kogoś z opozycji, złamał mu rękę, zwyzywał niechętne mu parlamentarzystki, opluł, zbeształ, znieważył grubemi słowy, przewrócił mównicę i wyszedł bez „do widzenia”.
W Anglii, zauważył mój znajomy jest takie popularne porzekadło: „Gdy zbiera się parlament, obywatele powinni uważać na swoje portfele”. I jakoś nikt się tam o to nie obraża, choć zawarta w owym zdaniu sugestia jest aż nadto czytelna.
Można odnieść wrażenie, że polityka w Polsce to pasmo skandali, nadymanych przez media do granic wytrzymałości. Oto bowiem ledwo pękła bańka z „walizkami premiera”, na szczyty list przebojów informacyjnych wdarła się przebojem Nelly Rokita.
Nie podejmuję się streszczenia poglądów na in vitro, aborcję i metody zachodzenia w ciążę jakie posłanka przedstawiła w programie red. Olejnik. Najpierw bowiem musiałbym sam zrozumieć o co jej chodziło, ale obawiam się, że próba logicznego rozbioru jej wywodu mogłaby się skończyć jak palenie: ciężkim rozstrojem zdrowia.
Ale znów zdarzyła się rzecz ciekawa: „Nelly” wisiała w każdym portalu, do jej słów odnosili się inni posłowie, lekarze, profesorowie. Słuchałem tego jednym uchem i oglądałem jednym okiem, z rosnącym zdumieniem. Od czego bowiem zaczął się ten dwudniowy show? Od steku bzdur wypowiedzianych przez posłankę. Informatycy powiadają: jeśli na wejściu masz błąd, dostaniesz go też na wyjściu. Mówiąc po ludzku: Nie warto się trudzić, gdy przyczyna tego trudu jest co najmniej zwichrowana. Wypowiedź pani Nelly jest doskonałym dowodem trafności tej zasady. Przez dwa media wałkowały jej tezy, by w końcu wykazać, że są bezsensowne, choć przeciętnie rozgarnięty człowiek wiedział o tym od początku.
Tymczasem mamy już kryzys pod drzwiami. Jeśli rację mają ekonomiści ponurzy – oberwiemy potężnie w drugim półroczu. Jeśli co oby! – rację mają ekonomiści pogodni, co najwyżej potkniemy się, potłuczemy, ale od siniaków się nie umiera. Wciąż jednak, jakby wbrew odruchowi samoobrony, na plan pierwszy wybijane są „walizki premiera”, jakieś halucynacje posłów gotowych dać show na każdy temat.
Legendę balu na Titanicu uważam za głupią i szkodliwą. Taka puenta.

Reklamy
  1. ro
    1 lipca 2009 o 12:58

    No widzisz! A mnie przez zwykłą przyzwoitość obchodzi, czy kogo oskarżają słusznie, czy nie. Nawet jeżeli jest to tylko premier rządu mojego kraju.

  2. koleś
    1 lipca 2009 o 13:01

    Niesłusznie to był Jezus oskarżany i popatrz co się potem porobiło 😉

  3. mol
    1 lipca 2009 o 16:00

    Oskarża się zawsze słusznie. Rzecz w tym, jak się oskarżyciel zachowa gdy usłyszy, że oskarżał od rzeczy…

  4. ro
    1 lipca 2009 o 19:10

    Jak?
    Parę przykładów już było.

  5. mol
    1 lipca 2009 o 19:20

    Napisz coś w końcu wyraźnie.
    To najczęstsza i najsłuszniejsza wewnątrzgazetowa odzywka.

  6. koleś
    1 lipca 2009 o 19:27

    Wydaje mi się, że nasz drogi mol czytał coś w stylu „Żywoty prokuratorów swawolnych” tudzież „Krótką rozprawę Towarzyszy z Plebanem” [oryginalne wydanie Manifestu PKWN gratis!]…

  7. koleś
    1 lipca 2009 o 19:37

    ro, nie rozumiem Ciebie. Ze zrozumieniem o co chodziło molowi z tym „oskarża się zawsze słusznie”, też mam kłopot – chyba, że jemu chodziło o to, bym „odwalił spekulację” za niego. He, he – w taki upał? O suchym pysku? Jeszcze czego! 🙂

  8. mol
    1 lipca 2009 o 20:18

    Oskarża się zawsze słusznie, bo w przekonaniu o swoich racjach. I poddaje pod osąd innych, którzy albo te racje podzielą, albo odrzucą. STYL, czyli to o co mi chodziło polega na tym, jak człowiek godzi się z porażką.

  9. ro
    1 lipca 2009 o 20:33

    No widzisz Molu drogi, nie do końca ten świat jest taki prosty, jakbyś sobie życzył.
    Ja owszem, oskarżyłem rząd Tuska o to, że pokpił umowe na dostawy katarskiego gazu. Zrobiłem to, będąc pod wpływem mediów – przekonany, że to prawda. Tymczasem ku mojej szczerej radości okazało się, że oskarżałem nisłusznie. A więc odczułem coś w rodzaju odwrotności Schadenfreude.
    Natomiast czas jakiś temu (tylko mi nie każ przypominać sobie szczegółów) czytałem wspomnienia kolegi po fachu pani Wolińskiej i pana Michnika (Stefana), który przyznał, że oskarżał wiedząc (w czasie rzeczywistym), że robi to niesłusznie. I wcale nie był przekonany o swoich racjach.
    Jak oceniasz STYL tego pana.
    Albo tych wszystkich prokuratorów stanu wojennego, którzy teraz mówią:
    -Wiedziałem, że oskażam niesłusznie, ale co miałem robić? Byłem tylko trybikiem w machinie.

  10. koleś
    1 lipca 2009 o 20:37

    Są ludzie, którzy oskarżają chociaż wiedzą, że to kłamstwo. Tak samo jak są oskarżeni, którzy przyznają się do czynów przez siebie niepopełnionych.
    Przykłady są zarówno w procesach cywilnych (np. w sprawach spadkowych) jak i politycznych (tylko najnowsza historia, czyli ostatnie 70 lat, Polski dostarcza przykładów)…
    A z najnowszych – jesteś przekonany, że Cimoszewicz był SŁUSZNIE oskarżony?
    Albo – w związku ze sprawą Brukiew-Ciotki, to czy uważasz, że Kaczor słusznie oskarżał, czyli wierzył, był przekonany o swojej racji? He he…
    Nieświadomie wystawił sobie znowu jak najgorsze świadectwo, albowiem:
    – znając Tuska lat ho ho ho a może i dłużej, powienien wiedzieć, że Tusku Donaldu do takich czynów nie jest zdolny a skoro WÓDZ zdolny nie jest, to i z jego środowiska nikt taki nie wyjdzie, bo na cóż by miał liczć? Nikomu się nie pochwali a sporo ryzykuje… Dlatego ja pisałem o prowokacji. Służbach, które coś takiego mogłyby zrobić. Labilności psychicznej tej pani nie wziąłem pod uwagę a powinienem. Mea culpa i wstyd!
    Skoro Kaczor coś takiego insynuuje – to znaczy – tak naprawdę nie zna się na ludziach – co byłoby do potwierdzenie jedynie. Udowodnił to poczynając od Nelly a na Kaczmarku poprzestając, bo wstyd woła „sru” i kurtynę zarzuca…
    ro się na mnie pogniewa, że ja znowu o Kaczorze…
    Ale ja tylko dlatego, że nie usłyszałem, aby Wielki Insynuator „przepraszam” ppwiedział, ale… wiesz, ro, bez tego dodatku „jeśli ktoś poczuł się obrażony…

  11. mol
    1 lipca 2009 o 20:41

    Zachowując stosowne proporcje, mnie też oskarżał „prokurator stanu wojennego”. Szykował mi 10 lat, co napisał we wniosku. I wiesz co?
    Nic!
    Ani nie uznam go za „człowieka honoru”, ani nie mam ochoty go teraz znaleźć.
    Każdy z nas robił swoje. Wedle wskazań własnego sumienia.
    A że wyszło na moje? No to Hosanna! 🙂

  12. ro
    1 lipca 2009 o 20:48

    No ale właśnie ja o tym pisałem. Że sam (dość prawdopodobnie) stanowisz zaprzeczenie swojej tezy.
    Być może oczywiście trafiłeś akurat na jakiegoś nawiedzonego, ale dolary przeciw orzechom, że wiekszość jego kolegów toczyła z pyska sztuczną pianę oskarżycielską.

  13. mol
    1 lipca 2009 o 20:56

    Ciekawe, ale też krzepiące, że piszemy to samo tylko innemi słowy… 🙂

  14. ro
    1 lipca 2009 o 20:59

    Sorry Koleś, nie odpowiem Ci na to. I nie dlatego, że robiłem to wcześniej kilka razy.
    Kaczora mam za sojusznika, a nie szwagra, czy kolegę z okopu. Tak jak – zachowując właściwe proporcje i odcienie – Giertych i Lepper byli jego sojusznikami.
    Niech sobie mówi, pisze i robi co chce, byle działał przeciw temu, co jest mi wstrętne. Wstrętniejsze od niego.
    A jak trzeba będzie, jak zasłuży (np w kwestii tamy na Wisłoce) będę go bronił.
    Twoje dzisiejsze pretensje do niego, to wybacz – pikuś, w porównaniu z tym, co mu się (dzisiaj, 1. lipca) powinno zarzucić. Ale jednak nie zrobię tego. Właśnie z powodów, o których napisałem.
    I wierz mi to wcale nie jest hipokryzja.

  15. koleś
    1 lipca 2009 o 21:20

    Rozumiem. Co prawda nie wiem, co z okazji 1 lipca można zarzucić Kaczorowi skoro nie jest to wieniec laurowy na skronie jego szlachetne czy też ręce na szyję, ale niech tam.
    Byle działał…
    Ale, przepraszam bardzo, drogi ro, całkiem poważnie, bez podtekstów i ironii, bez żadnej złośliwości pod Twoim adresem… [Twoje określenia Kaczora jako sojusznika – dobre, no, naprawdę dobre – tępy jestem, dopiero teraz zrozumiałem, o rany!]
    O co chodzi Kaczyńskiemu? Pisał jakiś program, prawda? Można gdzieś przeczytać główne tezy czy założenia? Jakie poglądy ma Jarosław Kaczyński? Na jakiej podstawie buduje swoje mniemanie, że jest z wyższej półki? Czy będzie jakaś komisja, która będzie rozstrzygać: ro – półka górna, po prawej; koleś – półka dolna, pośrodku, zaraz obok kubła na śmieci?
    ro… chyba nie jest dobrze pisać – Kaczor-sojusznik! Proporcje! On Ciebie wykoleguje a nie Ty jego. Chyba, że Ty to jakaś grupa potężna 🙂
    Dla mnie Kaczor to żaden sojusznik – dla mnie człowiek, który może narobić nieobliczalnych szkód. BO o co mu chodzi? O co? Gdzie jest coś na podstawie czego można go mierzyć?
    Donaldu Tusku mogę, na podstawie jego expose pt. „Wszystkim zrobię dobrze”. Ale Kaczora? Kryje się, drogi ro. Nie ufam ludziom, którzy się kryją. NKWD nie czyha za rogiem przecież!

  16. ro
    1 lipca 2009 o 21:50

    Zachowując jak zwykle proporcje…
    MIMO WSZYSTKO Auschwitz należało przerwać. Nie czekając na białego konia z jeźdźcem.
    Zachowując proporcje.
    Może się mylę w ocenie, ale mam prawo nie tylko do własnych poglądów. Do błędów też.
    Mimo wszystko jednak wolę faceta, który wie kim byli inni szatani – jakoś łatwiej mi się z takim porozumieć.
    _
    Sorry Koleś, ale o jakich nieobliczalnych szkodach mówisz?

  17. koleś
    1 lipca 2009 o 22:21

    Już pisałem obszerniej, więc się streszczę:
    – jego utłuką, a my będziemy mieli wojnę (to w sprawie Gruzji),
    – klasyfikowanie ludzi bez sądu, bez wyroku, bez dania racji [wypowiedź na mości o bogatych, my tu – oni tam, ja (w domyśle – lepszy) nie na podwórku wychowany, dolna i górna półka, a nazwanie ministrów spraw zagranicznych agentami!!! – nie widzisz BOLSZEWIZMU w tym? Czy po prostu nie chcesz widzieć! ro!?], co już nie jest przypadkiem, ale sposobem widzenia świata.
    Te wszystkie przykłady – to zebrane tak na gorąco – jeśli mało to zobacz jaką NIEOBLICZALNĄ szkodą dla uczynienia państwa bardziej obywatelskim jest sprawa przywiezionego w teczce Czarneckiego! [nie zajmuję się PO – bo oni też przywieźli – ale daję znać, że wiem o tym!], ot, dzielenie synekurami…
    Partia wodzowska… Wo – dzow – ska! Mam tłumaczyć semantykę?
    Jeżeli alternatywą dla Donaldu Tusku ma być WÓDZ – to sorry ro, o jakie nieobliczalne szkody Ty mnie jeszcze chcesz pytać?

  18. ro
    2 lipca 2009 o 08:44

    …a w Paryżu nie chcieli umierać za Gdańsk.
    _
    …jeżeli bezusatannie, bezsensownie, bez dania racji, bez wyroku, bez sądu jest się klasyfikowanym przez uważających się w każdej sprawie za lepszych, mądrzejszych, światlejszych.
    .
    Sorry Koleś, ale to bardzo wygodna postawa: oczekiwać od jednej strony, by wysyłała sekundantów, podczas gdy druga nasyła pałkarzy.
    _
    O ile mnie pamięć nie myli, to jednego czy dwóch z tej agenturalności wyłączono, a pozostali, na przykład TW „Buyer”, TW „Must”, TW „Kosk”, TW „Carex” jakoś nie kwapią się z procesami.
    Nie Koleś, w TYM akurat nie widzę bolszewizmu.
    _
    Czy nie Ty czasem (przy innej oczywiście okazji) pisałeś, że w polityce najważniejsza jest skuteczność?
    No daruj, proszę! Ale jeżeli partia, która na górze swoich sztandarów wypisała wybory bezpośrednie, a teraz, gdy rozdaje karty i trzyma bank, sama ugina się od ciężaru teczek, w których przywozi swoich kandydatów. To wybacz, ale dygresja w nawiasie, że wiesz o tym?…
    To co? W sytuacji, kiedy konkurencja wystawia migoczące szyldy z kuszącymi kształtami, Ty byś swój sklep zareklamował hasłem „Kupujcie u mnie”? Na kartce wyrwanej z zeszytu, przypiętej pinezką do pobliskiego drzewa?
    _
    Tak się zastanawiam, czy podnieść temat…
    Kilka razy już pisałem, że nie jestem najlepszego zdania o demokracji.
    Każdej!
    I właściwie niezbyt szczerze bronię tych JOW. Owszem, wkurza mnie, że jeżeli już to muszę głosować na podnóżka szefa jakiejś tam partii. Ale w czasach gdy ludzie więcej wiedzą o Czarneckim niż o sąsiedzie z drugiej przecznicy…
    Daruj Koleś, ale w jednomandatowych może wygrać facet, o którym „wszyscy sąsiedzi” mówią, że to porządny człowiek, a okazuje się że Fritz. Nie twierdzę, że polityczny gwiazdor telewizji nie może nosić damskiej bielizny, ale jakoś mu trudniej. Zresztą – że JOW jednak nie są receptą na uczciwość rządzenia, przekonują się właśnie mieszkańcy „jedynego okupowanego kraju w Europie”.
    Znałem kiedyś faceta. Razem z nim i z jego bratem całe lata służyliśmy do mszy. Ojciec porządny, matka – złego słowa nie można powiedzieć. Normalna rodzina. Ze dwadzieścia lat temu, w czasie rozmowy o Wołyniu i Podolu powiedział:
    -Jabyście nie byli winni, to by was Ukraińcy nie mordowali.
    Jednak już Z DWOJGA ZŁEGO, wolałbym głosować na Legutkę, niż na niego.
    _
    Koleś, nie musisz podkreślać „wo-dzow-ska”.
    Słyszę.
    I nie ukrywam, iż wolę, że samolot którym będę jutro leciał, popilotuje kapitan wyznaczony przez zarząd Easy Jet, a nie wybrany przez kolektyw pasażerów. Że jest ryzyko, iż facet kupił licencję pilota w Internecie? Ano jest…
    _
    Mam wiele zarzutów do Kaczyńskich. Dyskwalifikujących. Ale akurat nie te, o których piszesz.

  19. mol
    2 lipca 2009 o 09:05

    RO – Jakie to dyskwalifikujące zarzuty masz doKaczyńskich?

  20. koleś
    2 lipca 2009 o 10:30

    Tak sobie patrzę, drogi ro, jak Ty, tym samolotem, z tym pilotem wskazanym przez Easy Jet, tak sobie…
    kołujesz, kołujesz i kołujesz… 😉

  21. ro
    2 lipca 2009 o 10:57

    Juz to pisałem Molu, ale jak rozumiem – chcesz się napawać 🙂
    1. Socjalistyczny stosunek do gospodarki.
    2. Kunktatorski stosunek do ludobójstwa na Kresach
    Te same, a także inne zarzuty mam do pozostałych partii (z wyjątkiem UPR – do której mam innego typu zastrzeżenia), ale tamte nie mają tych plusów, które znajduję u Kaczyńskich. O plusach też już pisałem…

  22. ro
    2 lipca 2009 o 10:59

    Kołuję i kołuję, Koleś.
    I patrząc na to wszystko dookoła, może troszkę chciałbym.
    🙂

  23. mol
    2 lipca 2009 o 11:30

    No i biorąc pod uwagę te Twoje zastrzeżenia, dość fundamentalne przecież, wciąż to Twoi sojusznicy?
    *
    Się nie napawam 🙂 Tylko obsesyjnie próbuję zrozumieć.

  24. koleś
    2 lipca 2009 o 11:49

    A jak mówię, że nie tylko Wałęsa Lech jest za a nawet przeciw, tylko my – no może nie wszyscy – ale większość – w genach mamy tę umiejętność życia ze sprzecznościami, to to tak przechodzi mimo i pomiędzy.
    Jest to piękna cecha – my z naszymi sprzecznościami żyjemy sobie w cudownej symbiozie.
    Cudze sprzeczności (zwane czasem belkami tudzież źdźbłami w oku) doprowadzają nas do szału (czasem)…
    Sprzeczność z jaką boryka się (boryka? może i nie boryka) nasz kolega ro wcale nie jest z rzędu takich, które obsesyjnie są do rozumienia.
    To znaczy – ja ro nie rozumiem – bo jak? tu dyskwalifikacja, ale jednak sojusznik? ale ja wiem, że tak jest. U mnie pewnie też w czymś jest. Tylko, hm, czy będę miał tyle szczęścia, że mi ktoś powie gdzie? Jasne, jasne – w głowie. W nodze nie ma sprzeczności, tam są ewentualnie zakrzepy.
    Generalnie będzie jak zwykle – pozwolą się wpierniczyć na drzewo a potem powiedzą: „A nie mówiłem!” Ci bardziej sympatyczni dorzucą, że trzeba się było ubezpieczyć a ci mniej sympatyczni dorzucą kamieniem…
    Idę sprawdzić, czy byłem obecny jak zrobiono mi zdjęcie! 😀

  25. mol
    2 lipca 2009 o 12:45

    Koleś: rozpiąłeś się na tylu zastrzeżeniach wobec tez, które wygłosiłeś, że powiem wprost: nazwij mnie głupkiem, ale nie rozumiem co Ty chciałeś powiedzieć.

  26. koleś
    2 lipca 2009 o 13:33

    Jak pisałem, to wiedziałem.
    Pamiętam jedynie, że ro wspomniał o Kaczyńskich jako sojusznikach, zaznaczając jednocześnie co ich dyskwalifikuje. Czyli co? Rozumiesz coś z tego? Bo ja napisałem, jak to rozumiem – za a nawet przeciw.
    Może językiem sportowym: biegnę razem z Kaczorami, ale jak przegram to wiem, co ich zdyskwalifikuje! Co? Hm. Niezbyt ładne. Ale wydaje mi się to możliwą interpretacją, zgodną też z naukami wielebnego Lecha Wałęsy o moralności określonej słowami „ograłem ich”…
    Czy mam kontynuować?

  27. koleś
    2 lipca 2009 o 13:35

    Drogi molu, cóż człowiek jest czasem tak genialny, że wyprzedza… samego siebie. 😉

  28. mol
    2 lipca 2009 o 13:37

    Nieeeeeeeeeeeee!!!!! 🙂
    RO ma swoje narodowe opcje, dlatego Kaczorów akceptuje warunkowo, choć niechętnie. Ja tego typu poglądów nie rozumiem, ale czy wszytsko muszę rozumieć? 🙂

  29. koleś
    2 lipca 2009 o 13:45

    Ja też potrzebuję czasu, by zrozumieć, co mówię. 🙂 Czasem są to lata.
    A kilku zdań nie pojmuję po dziś dzień. Dlatego uwielbiam dowcip absurdalny jak owo pytanie: Czy ma pan kwalifikacje do oddania moczu? zawierające kwintesencję natury polityków.

  30. koleś
    2 lipca 2009 o 14:12

    Znalazły się dokumenty w IPN i na ich podstawie dr Kamiński orzekł, że pilot Dionizy Bielański, uciekający samolotem AN-24 do Austrii, został zestrzelony w 1975 r. z rozkazu Jaruzelskiego.

    Jaruzelski oczywiście niczego sobie nie przypomina.
    Nic dziwnego – taki rozkaz mógł wydać tylko minister obrony. Był nim Jaruzelski.
    Nikt nie musi oskarżać sam siebie.
    ———
    To taki przyczynek do tematu „Walka klasowa jako alibi dla braku klasy” – jakkolwiek w tle jest śmierć człowieka poświęconego w imię KARIERY TCHÓRZA.

  31. mol
    2 lipca 2009 o 14:21

    On uciekał z lotniska opolskiego aeroklubu. Gdzieś na krańcach pamięci mam jego twarz przed oczami, bo mój ojciec z nim latał w jakichś zawodach.
    Zestrzelenie cywila jest czymś ohydnym, choć jakoś w pierwszej chwili nie wierzę, że aż minister podjął decyzję. Ale kto wie…?

  32. koleś
    2 lipca 2009 o 14:42

    Takiej decyzji nie podejmuje szef zaopatrzenia II kompanii, molu…
    A poza tym… od momentu wejścia w czechosłowacką przestrzeń powietrzną do granicy z Austrią ( 8km mu zostało, biedakowi) minęło sporo czasu – leciał jakieś 180 km/h (bo nie szybciej), pewnie nie po prostej, więc lekko licząc prawie dwie godziny był nad Czechami – wystarczająco długo, żeby minister mógł podjąć decyzję – gdyby ktoś niższy rangą miał to zrobić, to by nie czekali do samej granicy! Gdyby były procedury – też nie zajęłoby to tyle czasu.
    Tu zwlekano – czekano – właśnie na osobistą decyzje ministra – bo rzecz był rangi „wypadek specjalny”.
    Jedyne co mnie zastanawia – to notatka MILICJI – dla mnie sygnał, że próbowano ugrać coś więcej – bo sprawa ta nie powinna opuścić „kręgu wojskowych”…
    Chyba, że zgłoszono milicji „kradzież samolotu”…

  33. ro
    2 lipca 2009 o 14:58

    Koleś, nie wiem czemu zakładasz, że ja godząc się na rządy Kaczyńskich muszę ich bezwarunkowo we wszystkim wspierać. Jeżeli nie masz co jeść, terminalnie i jest czterech facetów, z których każdy wali Cię po głowie, ale jeden (tylko jeden)z nich równocześnie daje Ci jedzenie, to:
    1 Który z nich jest Twoim sojusznikiem?
    2 Czy tego który daje chleb nazwiesz przyjacielem?

  34. mol
    2 lipca 2009 o 15:34

    Zestrzelenie cywila niczym sięw tym przypdku nie różni od strzelania do uciekinierów z Berlina Wschodniego.
    Jakbyś znalazł coś na ten temat w prewie międzynarodowym, albo jakieś materiały, byłbym wdzięczmny za lnik

  35. mol
    2 lipca 2009 o 15:57

    RO – masz oczywiście prawo widzieć ten świat jako jeden niekończący się koszmar zaludniony przez łajdaków, spośród których tylko jeden nie jest całkiem zezwierzęcony, więc zasługuje na jakąś sympatię.
    Ale taki obraz świata „Jeżeli nie masz co jeść, terminalnie i jest czterech facetów, z których każdy wali Cię po głowie, ale jeden (tylko jeden)z nich równocześnie daje Ci jedzenie” jest zwyczajnie nieprawdziwy. Próbujesz narzucić taki opis świata, co rozumiem, bo wtedy łatwiej wytłumaczyć bycie „za, a nawet przeciw” Kaczyńskim. Tylko jest to wizja wirtualna i takież tłumaczenie.

  36. koleś
    2 lipca 2009 o 17:06

    ro, no nie szarżuj proszę – czym Ty mnie chcesz nadziać? – „Koleś, nie wiem czemu zakładasz, że ja godząc się na rządy Kaczyńskich muszę ich bezwarunkowo we wszystkim wspierać.” – ani musisz, ani bezwarunkowo, ani we wszystkim…
    Ja wyraziłem swoje zdanie – na pohybel PiS!
    Jeszcze raz – jakie poglądy ma Jarosław Kaczyński?
    Socjalizm dostrzegłeś, na bolszewizm się nie zgadzasz.
    Trudno. Mój znajomy hydraulik powiada, że on raz tylko tłumaczy klientowi (a i to zapytany!), co on by zrobił na miejscu klienta. Następnie, w razie różnicy podejścia, robi dokładnie to, co zażyczył sobie klient. An więcej, ani mniej.
    I na tej zasadzie nie chce mi się dziś już więcej gadać nt. Kaczora.
    Je wiem – że słyszysz, że nie muszę sylabizować, ale – czy wiesz, gdzie można prze – czy – tać program PiS-u? Bo ja nie wiem.
    I chyba ja o tym cały czas mówiłem a przynajmniej tak mi się wydaje.
    ——————–
    Molu… jeśli znajdę, to pewnie. Ale dziś jedyną rzeczą jaką szukam to cień. 😀

  37. mol
    2 lipca 2009 o 17:15

    „Jaruzelski oczywiście niczego sobie nie przypomina” – napisał z przekąsem Koleś.
    Ziobro dziś też niewiele pamiętał zeznając przed komisją sejmową.
    Nie chcę bronić Jaruzela.
    Ale ten odruch obronny NASZEGO jest charakterystyczny.

  38. koleś
    2 lipca 2009 o 19:21

    Obrona NASZEGO?
    Nie wiem, molu, o co Ci chodzi, jaki odruch, jakiego naszego, jaki charakterystyczny…? I to NASZEGO…! Dobre, naprawdę dobre… Oficer propagandowy byłby z Ciebie dumny – pilnie trenujesz przeciwnika wyprowadzenie z równowagi.
    Tylko… hm… jakby to powiedzieć, ten przeciwnik, to ma gdzieś takie zaloty. To tak jakbyś, widząc piękną kobietę w Twoim typie, podszedł do niej i mocno pociągnął za włosy – jak w podstawówce – albo nogę podstawił, uśmiechając się, że udało się zwrócić uwagę na siebie.
    ————-
    I nie wysyłaj mnie na ziobry, dobrze?

  39. mol
    2 lipca 2009 o 19:31

    Oj, chodziło mi o schemat a nie przypisywanie Ci sympatii.
    Ziobro może niczego nie pamiętać i nie wywołuje to wrażenia. Jaruzel gdy nie pamięta jest halo. I tyle.

  40. ro
    2 lipca 2009 o 19:44

    Na nic Cię nie chcę nadziewać, Koleś.
    Ani nie jest prawdziwym koszmarem mój „Świat według Mola”.
    Mądrzy ludzie po to wymyślili przenośnie i porównania, żeby inni ludzie mogli się wzajemnie zrozumieć.
    Mniej więcej.
    Każdy z Was, czy raczej każdy z nas podświadomie oczekuje, że interlokutor będzie się posługiwał JEGO schematami myślowymi. A to jest NIEMOŻLIWE, bo ani ja nie wejdę w Twoje buty, Koleś, ani Mol nie wejdzie w moje.
    Chcąc być zrozumianym, stosuję właśnie przenośnie i przejaskrawienia, które zwyczajnie – są wyrazistrze. Tylko trzeba wiedzieć, że nie przebywam i nie mam zamiaru przebywać (dosłownie!) na pikniku z czterema bijącymi po głowie facetami, z których jeden będzie mni karmił.
    Zrozumienie tego wymaga naprawdę tylko odrobiny dobrej woli.
    Bo wysiłku – żadnego!

  41. ro
    2 lipca 2009 o 19:46

    Ano właśnie, Molu, „chodziło Ci tylko o schemat”.
    Dlaczego ja mogłem to kupić od razu, a Tobie moich „schematów” kupować się nie chce?

  42. koleś
    2 lipca 2009 o 20:00

    Chłopaki, nie wiem, jak Wy, ale jak bym tak wedle schematu: flacha, rąsia, odkręć, nalej! pragnienie, czyli durszt zaspokoił. 🙂

  43. koleś
    3 lipca 2009 o 07:29

    Cytacik na dzień dobry, czyli „Blondyni z Onetu” [rzecz dotyczy informacji, że w zderzeniu czołowym w Peru zginęły 24 osoby]:
    „Wypadki na górskich drogach Peru są dość powszechne zarówno ze względu na zły stan infrastruktury drogowej, jak i pojazdów. Według danych peruwiańskiej policji w 2008 roku na szosach tego kraju zginęło 875 ludzi, a ponad 5300 zostało rannych.”
    Peru liczy nieco ponad 29 milionów mieszkańców, Polska nieco ponad 38 milionów, czyli –
    mamy 0 33% więcej ludzi i o ponad 600% więcej wypadków śmiertelnych.
    Czyli co powinna prasa peruwiańska pisać na temat wypadków w Polsce? Jakie dawać tytuły? „Ludobójstwo w Polsce”? Czy Greenpeace nie powinien przykuwać się łańcuchami do drzew pod hasłem: „Zatrzymać rzeź Polaków na szosach” i krzyczeć, że ministerstwo infrastruktury nie powinno mieć nawet teoretycznego prawa do „naukowego uboju Polaków dla celów naukowych”?

  44. koleś
    3 lipca 2009 o 07:36

    A propos jeszcze tzw. „złego stanu technicznego pojazdów”…
    Proste ćwiczenie: proszę się przejść w piątkowy wieczór po pustoszejącym parkingu przed jakimkolwiek hipermarketem i policzyć świeże plamy oleju.
    I proszę, jeśli ktoś ma taką możliwość, o to samo znajomego w Niemczech lub Austrii [uwaga – nie brać pod uwagę hipermarketów przygranicznych – hm, wschodnich]… 😉
    Kondolencje i wnioski proszę przesłać na adres Prezesa durnych ministrów…

  45. ro
    3 lipca 2009 o 09:21

    Koleś, w Peru jest około 500 tysięcy samochodów, w Polsce ponad 20 milionów…

  46. koleś
    3 lipca 2009 o 09:43

    ro, jeśli spowoduję wypadek to zgłoszę się do Ciebie: jestem pewny, że nie tylko nie zapłacę mandatu, nie poniosę kary, ale jeszcze poszkodowany trafi zasłużenie za kraty a mnie wypłacona zostanie pokaźna kwota… 😉

  47. koleś
    3 lipca 2009 o 09:53

    raport NIK jest – działań innych niż a la ro nie widzę (czyli dyskusja żarliwa i pełna jakże trafnych spostrzeżeń, prawdziwych że ajajże!) – http://www.tvn24.pl/0,1607972,0,1,nik-dziura-na-dziurze-bezmyslne-roboty-drogowe,wiadomosc.html – to jest taka sprawa akcentów drogi ro – mamy takich rządców jak piszących, przy czym ja zaliczam się do najmniejszej mniejszości – bo… k… chciałbym coś zmienić a nie k… usprawiedliwić!
    [wymieniłem właśnie oponę!!!]

  48. koleś
    3 lipca 2009 o 14:55

    Wyborcza straciła rok do roku 11% czytelników (czyli jakieś 35 000) a Rzepa 10% (czyli jakieś 15 000)- hatetepe://beta.biznes.onet.pl/srednia-sprzedaz-gazety-wyborczej-w-maju-spadla-o-,18490,3018121,1,news-detal….
    Jak by nie patrzeć – to jakby spore miasto uznało, że to nie są ich gazety.
    Pewnie – pyskówek ci u nas dostatek, gospodarzy zaś mało.
    Jakkolwiek oczywiście będzie się mówiło o kryzysie, tendencjach, odwrocie od papierowej formy itd… O tym, że „panowie! straciliśmy takiego „kolesia” z powodu cenzury” [Rzepa] czy tchórzostwa plemiennego [Wyborcza] – nikt nie powie. Na pohybel kolesiowi!

  49. mol
    3 lipca 2009 o 15:43

    Cytat:
    „Sławomir Siwek – p.o. prezesem TVP, Marcin Bochenek – członkiem zarządu, a dotychczasowy p.o. prezes telewizji Piotr Farfał zawieszony – to decyzje pięciu członków Rady Nadzorczej TVP, którzy nie uznali zakończenia swojej kadencji przez ministra skarbu.”
    Idę się nachlać.

  50. koleś
    3 lipca 2009 o 19:03

    A ja siadam i czytam maila, który dostałem:
    „zachecam do zapoznania sie z ksiazka wydana z inicjatywy bylych Powstancow, pt. „KULISY KATASTROFY POWSTANIA WARSZAWSKIEGO – Wybrane publikacje i dokumenty” (330 stron, nieznane zdjecia, mapy i melduki sztabowe).
    Ksiazke mozna przejrzec lub wydrukowac sciagajac ja z Internetu z adresu http://www.powstanie.pl . Zostala tez rozeslana do wiekszych bibliotek publicznych i uniwersyteckich wedlug wykazu zamieszczonego na w/w stronie.Ze wzgledu na niewielki naklad nie bedzie jej w sprzedazy.”
    I znikam, bo już się ściągnęło i można czytać.

  51. koleś
    3 lipca 2009 o 19:03

    koleś napisał(a): Twój komentarz oczekuje na akceptację moderatora.
    3 lipiec 2009 (Piątek), godz. 19:03
    A ja siadam i czytam maila, który dostałem:
    “zachecam do zapoznania sie z ksiazka wydana z inicjatywy bylych Powstancow, pt. „KULISY KATASTROFY POWSTANIA WARSZAWSKIEGO – Wybrane publikacje i dokumenty” (330 stron, nieznane zdjecia, mapy i melduki sztabowe).
    Ksiazke mozna przejrzec lub wydrukowac sciagajac ja z Internetu z adresu hatetepe://weweew.powstanie.pl . Zostala tez rozeslana do wiekszych bibliotek publicznych i uniwersyteckich wedlug wykazu zamieszczonego na w/w stronie.Ze wzgledu na niewielki naklad nie bedzie jej w sprzedazy.”
    I znikam, bo już się ściągnęło i można czytać.

  52. mol
    4 lipca 2009 o 14:58
Comment pages
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: