Bębenki

Trwa polowanie na PSL-owskich pociotków, którzy (o dziwo) pracują gdzieś, by żyć. Prym w polowaniu wiedzie urbanowe NIE oraz Gazeta Wyborcza. NIE demaskuje żarłoczność PSL-owców felietonem swego naczelnego, dołując ich wyzwiskiem: „o cześć wam panowie magnaci”, co brzmi komicznie pod piórem akurat Urbana.

GW z kolei ekscytuje się prześwietlaniem związków rodzinnych wśród zatrudnionych w Rzeszowie. Z prześwietlania wynikać ma wniosek, że nepotyzm nie jest cechą PO, ale i PiS ma brudne łapki.

Zwyczajny kibic życia politycznego w III RP najpewniej wzruszy ramionami po lekturze tych enuncjacji. Westchnie co najwyżej: ot, wart peowski Pac pisowskiego Pałaca.

Jeśli jednak mimo duchoty i niekorzystnego biomedu postanowi pomyśleć, może zabłądzić na taką oto ścieżkę:

Dziecko wychowane w domu, w którym rodzice są pianistami ma naturalne predyspozycje do tego, by odróżniać muzykę od ciszy. Dzieciak, którego rodzice malują obrazy – wie czym jest farba, a czym sztalugi. Latorośl księgowych jakby z natury rzeczy odróżnia debet od audytu itd. itp. Słowem: handlowca na ogół nie formują uczelnie, lecz praca za ladą lub na zapleczu rodzinnego sklepu. Przy czym nabyta na uczelniach teoria nie tylko nie przeszkadza w wykonywaniu zawodu, lecz jest bezcennym bonusem.

Nie wiem, czy syn Tuska, Kalemby, inni rzeszowscy pociotkowie PiS, mają kwalifikacje do tego, by pracować na stanowiskach jakie zajmują. Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Wolę ufać w rozsądek tych, którzy ich zatrudniają. Gdyby bowiem miało być inaczej nie pozostałoby nic innego jak wzywać do narodowego powstania i zburzenia państwa.

Apelem mogłoby być buczenie pod Kopcem w Warszawie.

To, że media bechtają najniższe instynkty, a także to, że odwołują się do najprostszych odruchów wynika z pokracznie pojmowanej logiki rynku. „Dowalanie” sprzeda się dobrze, jeśli tylko jest widowiskowe, z przytupem i lekko tylko skrywanym chamstwem. Uproszczenia, błyskotliwość, tupet skutecznie flekują refleksję, zastanowienie, powściągliwość.

Dlatego absolwenci zawodówek wytykają na forach internetowych Władysławowi Bartoszewskiemu, że nie jest profesorem a prezydentce Warszawy winszują, jako „czerwonej hołocie”, lanie „raz sierpem raz młotem”.

Przed wojną, atmosfera świadomie kreowanej nienawiści zatruła umysły tak dalece, że zakończyło się to morderstwem prezydenta.

Do niedawna czymś niezwykłym i niemożliwym wydawała się wojna w sytej i bezpiecznej Europie, aż stało się – i Amerykanie kolejny raz musieli bombardować Bałkany  by rozdzielić szaleńców.

Co ma zatrudnienie do wojny?

„Podbijanie bębenka”. Bo ono zawsze kończy się „Biciem w tarabany”.

Świadome, nieświadome: wszystko jedno.

Reklamy
  1. Zbigniew Górniak
    3 sierpnia 2012 o 12:11

    Nie wiem i nie chcę wiedzieć, czy pociotkowie działaczy partyjnych mają kwalifikacje, żeby dostawać etaty bez konkursów i po uważaniu, ale nie uważam, aby to była tragedia…- jaka cudnej urody argumentacja spod pióra ostrego dziennikarza. Czy Twoja przenikliwość i Twój krytycyzm wywiesiły właśnie białą flagę?
    Wolisz ufać tym, którzy ich zatrudniają??? Tak w ciemno??? Czyli komu? Partyjnym koleżkom ich ojców.
    Ja rozumiem, że można jakoś odziedziczyć polor domu rodzinnego? Muzyka, malarstwo, literatura – owszem. Ale czy dziedziczy się także „restrukturyzowanie i modernizowanie” rolnictwa? Nie rozśmieszaj mnie, Miruś. „Dzielenie środków unijnych” tez się dziedziczy?
    Mnożenie państwowych posad, żeby tylko zatkać gęby koalicjantom – to też naturalna spuścizna rodowa?

  2. Zbigniew Górniak
    3 sierpnia 2012 o 12:13

    Ale powstrzymam się od komentarzy, bo mogę jeszcze doprowadzić do wojny… Europejskiej, ojojoj…. 😉

  3. 3 sierpnia 2012 o 12:57

    W takim kieszonkowym kraju jak Polska, prawie wszyscy są czyimiś pociotkami. W samym Opolu trudno swobodnie splunąć przed siebie, by nie upstrzyć śliną jakiegoś znajomego 🙂
    Myślałem (wiem – przeceniam się 🙂 ), że na Dzikim Zachodzie jest tak: pracodawca mówi do pracobiorcy: E! Ty! Biorę cię, bo znałem Twojego ojca – porządny gość był. I basta. Reszta to mój ryzyk-fizyk. A nie opinia jakiegoś gościa z komisji konkursowej, który moją firmę zna ze słyszenia.
    Konkursy… No to jeśli obowiązkowe konkursy, to czemu nie Sanepid na wiejskich festynach?
    Nie ma wiejskich bab, które pieką zakalce, nie myją rąk, mają robaki w tyłku, a gruźlicę na ustach?
    Chlubimy się (i słusznie) tym, że WIĘKSZOŚĆ firm w Polsce jest prywatna. Prawda?
    To znaczy, że zjawisko nepotyzmu dotyczy marginesu.
    Czyli mówimy o marginaliach, tak?
    Trafny strzał z „dzieleniem środków unijnych”. Nie ma dobrej gardy. Ale niby skąd Polska jest na pierwszym miejscu w Europie w kryterium ich efektywnego wykorzystywania? Zresztą – wczorajsza GW str. 3. (Na dole).
    Mnożenie posad. Pamiętam Twój tekst sprzed wielu, wielu lat. To był wywiad z (no właśnie, dziura w pamięci, ale znany ekonomista), który wyliczył o ile zwiększyła się liczba posad w administracji mimo balcerowiczowskiego topora. I prognozował, o ile jeszcze wzrośnie.
    Błąd jest gdzieś głębiej niż w prostym popluwaniu na praktyki aktualnie rządzących. Za łatwe to, by cokolwiek wyjaśniało.

  4. Zbigniew Górniak
    3 sierpnia 2012 o 21:39

    Jeśli kryterium oceny ma być marginalność jakiegoś zjawiska – że jak niby niewiele tego, to nie ma sprawy – to odpuśćmy ściganie morderców. Bo w końcu ile jest rocznie na Opolszczyźnie trupów zabitych celowo przez kogoś w złych intencjach?
    Mechanizm „znałem twojego ojca” więc chodź do mnie pracować jest w porządku w prywatnym sektorze, w publicznym oburza, bo tu chyba chodzi o nasze podatki, a tych lubisz bronić jak niepodległości. Poza tym, Mirek, tak z ręka na sercu, nie widzisz, jak te burki się rozpychają, nie widzisz tych sztucznych etatów, tej dysproporcji zarobków, zerowej odpowiedzialności, zerowej wiedzy o problemie? Ja wiem, że to widzisz, ale się droczysz, bo chcesz być oryginalny. Twoje dzieci, choćby nie wiem jakie szkoły pokończyły z Bóg wie jakimi wynikami, nie będą miał szans zasiąść w radzie nadzorczej np. takiego WFOŚ. A Mietki po wieczorówkach i bankietówkach zasiadają i kasują taki szmal, jakiego ty i ja nigdy nie mieliśmy w ręku, chyba że braliśmy kredyt w banku. Mirek, czy ty nie widzisz, że dajesz alibi hołocie politycznej? Są granice felietonowej czuporności 😉 A co do środków unijnych, to wykorzystuje je w pocie czoła sektor prywatny i o tę „wykorzystywalność” chodzi. Dzielą zaś krewni królika, tracąc na to mniej potu, nerwów, stesu, odpowiedzialności itd.
    Skoro są konkursy, to i sanepid na festynach? Co to za argument? Można napisać, że skoro sa konkursy, to i gilotyna w więzieniu. I skąd ta nagła miłość do sanepidu???

  5. 4 sierpnia 2012 o 08:12

    Nie stawiałem tezy, że nepotyzm jest OK. Starałem się tylko ulokować jakoś to zjawisko na „ogólnym planie życia publicznego”. Morderców karać należy, ale nie sądzę, by roztropne było twierdzenie, że pod rządami Tuska mord stał się czymś powszechnym i akceptowanym. Wiem, licencja poetyczna. Nie ma się o co spierać.
    „Hołota polityczna”…. Której ja dawać mam alibi…. Gdy mam zegarek i śrubokręt nic mnie nie powstrzyma przed rozkręcaniem biedaka… No więc skąd się wzięła „polityczna hołota”? Z Marsa, z obcego nadania, wniesiona została na czyichś bagnetach by znieprawić bogobojny, dobry z natury lud polski? Ta hołota została wyhodowana w laboratoriach genetycznych zagranicznych oprawców czających się na polską cnotę przedwieczną i wiekuistą?
    Hmmm. Też możliwe. Może jestem ostatnim i jedynym, który tego nie dostrzega.
    Ale póki co, wydam z siebie jęk: a ja sądzę, że tym chętniej mówimy o NICH per „hołota” im trudniej przychodzi nam przyznać, że oni SĄ Z KRWI I KOŚCI NASZEJ. ONI – ta hołota – to nasze gęby, nawet nie w krzywym, lecz w zwykłym lustrze. MYŚMY ich wybrali.
    Problem z takimi ludźmi jak Michał Anioł (gdzieś mnie u Ciebie poniewiera, na zdrowie 🙂 ) polega na tym, że oni czują się wiecznie skrzywdzonymi, oszukanymi i myślą, że to wystarczy na usprawiedliwienie. Takim ludziom rzadko kto potrafi powiedzieć: biednyś, boś głupi! Wyborczy dureń powinien samemu sobie w łeb strzelić nie marnując pieniędzy podatników na pocisk kata, a nie biegać z wrzaskiem, że został oszukany. Bo powinien usłyszeć: „Wal się głupku, trzeba było myśleć”.
    To co piszę (teraz się pochwalę 🙂 ) ma charakter uniwersalny. Napisałbym to także, gdyby rządy sprawował Jarosław albo inny Giertych. Tobie nie muszę tego udowadniać, ale jeśli ktoś ciekaw, niech sobie zajrzy do archiwum tego bloga.
    Nie kocham ani Sanepidu, ani PO, ani festiwali polskiej piosenki, ani śrubek, ani Obamy, ani Świadków Jehowy. Kocham tylko kilkoro ludzi, więc jeśli coś mi koniecznie trzeba zarzucić, to oszczędność w uczuciach.
    Anim członkiem PO, ani aliantem kogokolwiek i czegokolwiek poza logiką.
    Z radością witam sugestie, bym dawał dupy KORZENIOWI, autorstwa Michała Anioła.
    Widzę bowiem oczami wyobraźni za tym wpisem typową polską mordę: parszywą, nieudaczną, mroczną, zajadłą. Ten pedał Gombrowicz był przenikliwy i dokładny opisując charakter nacji polskiej.

  6. 4 sierpnia 2012 o 08:21

    Niewczesne skojarzenie:
    W Polsce można zarobić poklask obnosząc się z okrzykiem: zostałem oszukany!!!
    W krajach o bardziej sensownie skonstruowanej kulturze ten okrzyk byłby przyjęty ze zdziwieniem:
    – Czemu wrzaskliwie oznajmiasz swoją głupotę i naiwność?

  7. ro
    4 sierpnia 2012 o 22:56

    Panie Zbyszku, Pan na prawdę nie widzi tej propagandowej zagrywki Mola???
    Daruję sobie przymiotniki, ale na prawdę jestem bliski użycia grubego słowa, co mi się w piśmie jeszcze nigdy nie zdarzyło!
    Elementarny brak uczciwości w tym felietonie, to najdelikatniejsze stwierdzenie, które mi przychodzi do głowy.

  8. 5 sierpnia 2012 o 09:05

    Może się zdziwisz ro, ale ja nie piszę po to by sprawić Ci przyjemność. Więcej! Staram się nie sprawiać przyjemności nikomu poza sobą 🙂 Chroni mnie to jakoś przed pokusą grafomanii i pleplania na nutę grupy – czy to PO, czy Radia Maryja.
    Cieszę się, że Cie wkurwiam (popełniam ten grzech ciskania ciężkim słowem za Ciebie, by Ci ulżyć, doceń 🙂 ) Bo to mój blog, prywatny, budzący raczej średnie zainteresowanie, choć kliknięć jest całkiem sporo. I służy mi ten blog za rodzaj autoterapii.
    Czy manipuluję? No pewnie tak. Nawet kupując ziemniaki manipuluję, bo zawsze na nie patrzę i się krzywię po to, by sprzedawca widząc moje zniesmaczenie powiedział: Panie! Dwa kilo po pięćdziesiąt groszy! Będzie dobrze?
    Na tym blogu mogę sobie pozwolić nawet na pochwałę Hitlera. Bo nie palił papierochów (jakże mu zazdroszczę! oraz mył nogi, co zawsze wytyka mi moja partnerka 🙂 Zatem czy czymś aż tak szokującym jest moje wspieranie Tuska? Zwłaszcza, że jego ewentualni następcy przerażają swoim wszechpolactwem?
    Chętnie przeczytałbym ro Twoją polemikę z tym co piszę. Ale Ty wolisz mnie „obnażać”, „ujawniać moje prawdziwe intencje”, wyzywać od ludzi nieuczciwych, montować „antymolową” koalicję (Panie Zbyszku! Mol bruździ! :-). Za to starannie i szerokim łukiem omijasz istotę rzeczy.
    Zaiste bolszewicka to maniera.
    Ale i dla takiej jest miejsce na tym blogu. Bo lepiej wiedzieć, że ona naprawdę istnieje i jest wiecznie żywa, jak jej twórca.

  9. ro
    5 sierpnia 2012 o 12:15

    Obnażać Cię nie mam sczególnej ochoty, bo nawet gdybym był dostatecznie jak na wymagania Platformy (i jej gumowej awangardy) poprawny politycznie, to i Twój wiek i mój nie czynią z tego pokusy. Ujawniać Twoich prawdziwych intencyj też nie potrzebuję, bo sam robisz to średnio 1,3 raza na wpis.
    Jeśli zaś chodzi o ewentualna polemikę z tym, co piszesz – to przecież dopasowałem odpowiednią formę do Twojej formy (a manierę do maniery). A że treści w tym co raczyłeś napisać, nie było, więc i z mojej strony musiała pozostać czysta forma.
    To chyba oczywiste.

  10. 10 sierpnia 2012 o 15:19

    Otóż z punktu widzenia logiki, nie zaś serca gorejącego, porównywać można tylko rzeczy porównywalne.
    Czyli 3 jabłka to nie 3 gruszki.
    Wprawdzie ich jest po trzy, ale co z tego?
    Nepotyzm jest jeden ale morderstwo też jedno. Znów: co z tego?
    Oj, nie miało się logiki na polonistyce 🙂
    Zdumiewające, że o ile nie różnimy się wielce w poglądach, to nerwy wzbudzają tylko powody tych różnic.
    Jeśli rządzących w ogóle, jakichkolwiek, nazwie się hołotą, to – mój Boże – Boga nie ma, wszystko wolno. Ale też nie wolno się obrażać na Niesiołowskiego. Wszak on też chciał tylko dorżnąć watahę czy inne stado.. On, albo Sikorski, nie pamiętam. Znów logika się kłania, a to dziwka wyjątkowo parszywa 🙂
    Napisałeś, że ja chcę być oryginalny… No pewnie, że tak! mam biec przez knieję i charczeć przez gardło pieśń aktualnego stada?
    Newer! 🙂
    Napisałem kiedyś na moim blogu, że Tusk jest głupi.
    Czekałem na straszliwe reakcje, przepowiadane mi tam kiedyś, na moim blogu. Myślałem: może mylę się – jest cenzura, wyleją mi bloga z WordPressa, dadzą bana, ocenzurują, wpiszą na czarną listę, będę sobie pisał jako korespondent w Naszym Dzienniku co najwyżej.
    Co rano sprawdzałem.
    Nic się nie stało przez tydzień.
    To skasowałem ów wpis, bo był…. miałki.
    A co do dziedziczności zawodów: ja się śmieję do rozpuku ze skeczów młodego Stuhra, tak jak śmiałem się ze skeczów Stuhra starego. Ty pewnie też. W rodzinach „prywaciarzy w PRL” rodzili się „prywaciarze intuicyjni”, właściciele warsztatów samochodowych płodzą dzieci, które bawią się chłodnicami, nie misiami itd. itp.
    Pomijam nepotyzm zwykły, gdy burak z nadania partyjnego, po awansie daje posadę szefa poczty swojej córce, której opłacił studia archeologiczne.
    No bo cóż można powiedzieć o takich przypadkach, prócz tfu!? Gdzie tu pole do rozwiajania tego tfu i kultywowania go potokami słów?
    Myślałem, że dżentelmeni nie poświęcają czasu swojego i innych, by dowodzić, że 2+2 jest cztery.
    Rozumiem Twój pewny sprzeciw, gdyby na pola bitwy pod Grunwaldem wkroczył Sanepid oraz PiP mierząc grubość blach rycerskich oraz czas przerw w pojedynkach, by pracujący ludzie mieli szansę na umycie rąk i spożycie batoników energetycznych. Ale co to ma wspólnego z zauważeniem, że skoro Sanepid już dziś istnieje, to czemu miałby nie patrzeć, czy wiejskie baby myją ręce?
    Mam się nabawić sraczki w imię jakiejś ideologii?
    Nie ma takiej ideologii.
    Ani stada.
    Ani niczego nie ma!
    Niech żyje Kononowicz! 🙂

  11. 15 sierpnia 2013 o 03:15

    Niestety, nie jest tak, że niczego nie ma. Zawsze istnieją problemy do rozwiązania. Czy potrafimy je określić, nie mówiąc o ich rozwiązaniu, to niemal hamletyczne pytanie. Są. I będą. Pozdrawiam.
    A.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: