Strona główna > Drinki wstrząśnięte i zamieszane > Miętoszenie „pisiora”

Miętoszenie „pisiora”

Nie pamiętam, kto pierwszy użył zabawnego określenia „moherowe berety”, ale ukłoniłbym się nisko temu, kto równie dowcipnie odwrócił znaczenie tego epitetu, czyniąc z niego firmowy znak rozpoznawczy owej grupy. Ponoć na wielu mityngach z ich udziałem rozdawane są miniaturki moherowych berecików do dumnego noszenia w klapie.
My, jak wiadomo, jesteśmy albo „platfusami” albo „lemingami”. Nasza lemingowatość przejawia się w bezrefleksyjnym klepaniu opinii lansowanych przez główny nurt mediów, „wartości patriotyczne” stawiamy zdecydowanie niżej od „pseudowartości europejskich”, cenimy tylko kasę, pogardzamy ideą dobra wspólnego.
Żałować tylko należy, że nie znaleźli się wśród nas zdolni kreatywni propagandziści, potrafiący zręcznie odwrócić znaczenie tych łatek nam przyczepianych.
Ostatnio aż do znudzenia analizowany jest epitet „pisior”, którym nieopatrznie posłużył się Donald Tusk. Prawica niemal jednym głosem przekonuje że „pisior” to obelga, dowód na krańcową arogancję i grubiaństwo premiera. Oczywiście niezawodny Jarosław Gowin twierdzi, że jest zażenowany.
A po prawdzie było tak, że ktoś z tłumu podrzucił Tuskowi iż człowiek o którym przed chwilą mówił ktoś inny to właśnie „pisior”. „Pisior?” – powtórzył Tusk – po czym skomentował: „Na mój nos on nie będzie długo dyrektorem gabinetu. Na pewno będę musiał usłyszeć bardzo szczegółowe wyjaśnienie i trudno mi sobie wyobrazić, żeby ono było przekonujące”.
No ale jeśli poddać przebieg tego incydentu odpowiedniej obróbce łatwo osiągnąć zamierzony skutek. Wcisnąć ludziom narrację: Oto bezwzględny szef rządu daje dowód pogardy dla ludzi, zarazem dowód na to, że PO traktuje Polskę jak partyjny folwark.
Należy po prostu skorzystać z faktu, że współczesny czytelnik, telewidz, słuchacz zalewany codziennie kaskadą informacji oczekuje i zapamiętuje proste, jasne, krótkie przekazy. Inaczej mówiąc – nie chce mu się sprawdzać, czy krzykliwy tytuł i pogrubiony wstęp rzeczywiście pokrywają się z długaśnym tekstem jaki lansują.
Stąd m.in. popularność audycji typu „Teleekspress” i niechęć do pogłębionej publicystyki uprawianej przez „gadające głowy”.
Byłem na tym spotkaniu. Tusk ze swadą mówił tam o dziesiątkach spraw różnego kalibru, ale wszystkie te wywody poszły w kosmos. Pozostał jedynie „pisior”.
No i nie ma się o co obrażać. Taki jest współczesny świat, innego pod ręką nie mamy. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że te wszystkie „mohery, lemingi, ciemnogrody, platfusy i pisiory” świadczą o jakimś zdziczeniu naszych obyczajów. Przed wojną, pisarz Adolf Nowaczyński o członkach BBWR z lubością pisał per „bebesyny”, a o Piłsudskim – „komendiant Piłsudski”, za co bywał bity na ulicach, w końcu stracił oko.
„Pisior” mimo intensywnego międlenia medialnego już prawie zaczął więdnąć, więc któryś z tabloidów by przeciągnąć pieszczoty postanowił zwiększyć siłę bodźców. Dziennikarz podszył się pod kogoś ważnego z centrali PO i od jakiegoś biedaka z prowincji uzyskał zapewnienie, że jeśli przyjedzie do niego któraś z partyjnych szych, to na spotkaniu z ludźmi nie będzie ani jednego „pisiaka”.
No i zabawa trwa. Jutro może zobaczymy osła lecącego balonem, albo kobietę z dwiema głowami mówiącą po aramejsku.
Sezon ogórkowy, proszę państwa.

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: