Archiwum

Posts Tagged ‘wytwórnie płytowe’

Kto właściwie jest piratem?

21 czerwca 2009 157 Komentarzy

Amerykański sąd nakazał pewnej kobiecie zapłacić wytwórniom muzycznym prawie dwa miliony dolarów odszkodowania za pirackie ściągnięcie z internetu około dwudziestu piosenek. Kwota jest na tyle szokująca, że o sprawie poinformowały niemal wszystkie portale, a w ślad za nimi media tradycyjne. Kobieta święta nie była – już wcześniej miała proces za piractwo, ale jakieś względy proceduralne sprawiły, że nie została za to ukarana. Tym razem sąd uznał, że działała w warunkach recydywy, stąd kosmicznych rozmiarów werdykt.
Na rozmaitych forach internetowych rozgorzały oczywiście natychmiast dyskusje. Powiedzmy sobie wreszcie prawdę – piractwo to kradzież – mówili jedni: – To tak jakby podejść do straganu i korzystając z nieuwagi sprzedawcy zwędzić pęczek rzodkiewki.
Drudzy, że to absurdalnie wysokie ceny za – w końcu towar jakimi są piosenki – skłania ludzi do ściągania z sieci nielegalnych kopii: – Kradzież rzodkiewki to brzydki czyn, ale gdyby wskutek zmowy cenowej jej pęczek kosztował sto złotych, mniej byłoby rygorystów moralnych…
Dyskusje o piractwie odżywają regularnie. W Polsce ostatnio wtedy, gdy jeden ze znanych zespołów zdecydował się na sprzedaż swojego najnowszego cd w sieci kiosków po cenie mniej więcej dwóch paczek papierosów i odniósł sukces, bo wielu ludziom pozwolił na luksus czystego sumienia przy wieczornym muzycznym relaksie. Ktoś wtedy policzył, że koszt produkcji jednej płytki (uwzględniając wszystkie koszty) to góra dwa złote.
Wytwórnie płytowe natychmiast przypuściły kontratak: – Może i dwa złote, może nawet mniej. Ale trzeba liczyć koszty promocji oraz gaże dla artystów!
Nie pozostały w tyle związki zawodowe twórców, które zaczęły się domagać tantiem od zakładów fryzjerskich, gdzie strzyżonym, więc znudzonym klientom, puszcza się w tle muzykę. Ich zdaniem ten dodatkowy muzyczny bonus do usługi wpływa na podwyższenie standardu firmy, zatem ma ona wyższe zyski, powinna więc płacić!
A jeśli jakiś fryzjer puści Beethovena żeby klientowi włosy dęba stanęły i łatwiej się go strzygło? – ktoś przytomnie zapytał: – To komu ma zapłacić za ucztę duchową? I czy to seans muzyczny, czy też muzyka jest narzędziem pracy jak nożyczki?
Sprawdziłem, czy łatwo w polskojęzycznej części sieci zostać piratem. Ponieważ w tyle głowy miałem ten wyrok dwóch milionów dolarów, pominę wszelkie nazwy serwerów, wyszukiwarek etc.
Po wpisaniu kilku oczywistych słów kluczowych, przestrzeń sieciowa staje otworem. Czego chcesz? – zdaje się pytać i od razu odpowiada: – Bo my mamy wszystko. Od transmisji meczu Benfiki jeszcze z Eusebio, przez filmy zgrane kamerami w salach kinowych, po najnowsze albumy muzyczne, których premiera nastąpi za miesiąc.
Nigdzie za nic nie trzeba płacić. Ogólna zasada: bierz i używaj na zdrowie! A jeśli w zamian coś swojego nam prześlesz, będziemy wdzięczni.
Wiem, że to ryzykowna opinia, ale przestrzeń piracka Polsce tchnie życzliwością i bezinteresownością. Rzesze hackerów pracują nad kodami, które łamią zabezpieczenia komputerowego oprogramowania, inni pracowicie zgrywają muzykę z oryginalnych cd, kolejni wpuszczają do sieci filmy z jakością HD. I to wszystko za darmochę.
Zapytałem w sklepie muzycznym, dlaczego pierwsza płyta Led Zeppelin sprzed 30 lat kosztuje wciąż 60 złotych. Czy wytwórnia uważa, że musi ich lansować? Płacić muzykom jak Real Madryt Ronaldo?
To szołbiznes – uciął sprzedawca.

Reklamy
%d blogerów lubi to: